Osiem godzin przed monitorem, później samochód, a wieczorem telefon albo serial. Dla wielu osób tak wygląda zwykły dzień. Problem w tym, że nasze ciało źle znosi wielogodzinny bezruch. Sztywny kark, napięte barki, ból dolnej części pleców czy ograniczona ruchomość bioder coraz częściej dotyczą właśnie pracowników biurowych.
Jednym ze sposobów na rozluźnienie przeciążonego ciała jest masaż tajski (masaż Pruszków). Nie zastąpi ruchu ani fizjoterapii, jeśli jest ona potrzebna, ale pozwala podczas jednej sesji pracować z wieloma obszarami szczególnie obciążonymi przez siedzący tryb życia.
Co wielogodzinne siedzenie robi z ciałem?
Problemem nie jest samo siedzenie, ale pozostawanie przez wiele godzin niemal w jednej pozycji. Nawet dobre krzesło i prawidłowo ustawiony monitor nie zastąpią wstawania, chodzenia i regularnego ruchu.
Przy pracy komputerowej mocno obciążone bywają kark i obręcz barkowa. Głowa przesuwa się w kierunku monitora, barki opadają do przodu, a biodra przez większą część dnia pozostają w zgięciu. Z czasem pojawia się charakterystyczne uczucie sztywności i potrzeba ciągłego przeciągania się.
Do tego dochodzi stres. Trudny dzień w pracy naprawdę potrafi być widoczny w ciele. Unosimy barki, zaciskamy szczęki, napinamy kark. Jeśli powtarza się to codziennie, napięcie może utrzymywać się także po odejściu od komputera.
Dlaczego właśnie masaż tajski?
Masaż tajski zdecydowanie różni się od klasycznego masażu relaksacyjnego. Łączy rytmiczny ucisk, rozciąganie i pracę nad ruchomością ciała. Terapeutka wykorzystuje dłonie, kciuki, przedramiona czy łokcie, a część technik przypomina jogę wykonywaną bez aktywnego udziału osoby masowanej.
To istotne w przypadku pracowników biurowych, ponieważ napięcia rzadko dotyczą jednego miejsca. Sztywność karku może łączyć się z napięciem barków, a dyskomfort w dolnej części pleców ze zmniejszoną ruchomością bioder.
Po masażu można odczuwać większą swobodę ruchu i rozluźnienie przeciążonych mięśni. Nie oznacza to jednak, że jedna sesja „naprawi kręgosłup” czy usunie skutki kilku lat siedzącego trybu życia. Masaż najlepiej traktować jako część szerszego dbania o ciało.
Mocniej nie zawsze znaczy lepiej
Wciąż pokutuje przekonanie, że dobry masaż tajski musi boleć. To mit. Intensywność powinna być dopasowana do kondycji, elastyczności i potrzeb konkretnej osoby.
Inaczej może wyglądać sesja osoby regularnie uprawiającej sport, a inaczej kogoś, kto pierwszy raz trafia na masaż po kilku latach pracy przed komputerem. Jeśli ucisk jest zbyt intensywny, warto powiedzieć o tym terapeutce. Masaż nie jest testem odporności na ból.
Trzeba również pamiętać, że przy silnym, nawracającym bólu, drętwieniu czy dolegliwościach promieniujących do kończyn właściwym krokiem jest konsultacja ze specjalistą. Masaż nie zastępuje diagnostyki.
Ruch nadal jest podstawą
Najlepszą odpowiedzią na siedzący tryb życia pozostaje regularna aktywność. Nie musi oznaczać codziennego treningu. Znaczenie mają również krótkie przerwy od ekranu, spacer, zmiana pozycji czy kilka minut prostych ćwiczeń w ciągu dnia.
Masaż tajski może być dobrym uzupełnieniem takich nawyków. Szczególnie dla osób, które po pracy czują się jednocześnie zmęczone i „zastane”. Sesja pozwala popracować z napięciem, a przy okazji na kilkadziesiąt minut odciąć się od telefonu, poczty i kolejnych obowiązków.
Masaż tajski blisko Warszawy
Osoby mieszkające po zachodniej stronie stolicy nie muszą jechać do centrum, żeby skorzystać z orientalnych technik masażu. Jasmine Oriental Massage & Spa – masaż tajski Warszawa działa w Piastowie przy al. Wojska Polskiego 10.
To dogodna lokalizacja zarówno dla mieszkańców Piastowa i Pruszkowa, jak również osób dojeżdżających z Ursusa, Włoch czy Michałowic. W salonie dostępne są między innymi masaże tajskie, balijskie i relaksacyjne, dzięki czemu rodzaj zabiegu można dopasować do własnych potrzeb.
Przy pracy przed komputerem warto pamiętać o prostej zasadzie – ciało potrzebuje ruchu i regeneracji. Masaż tajski może być jednym ze sposobów na odzyskanie swobody po tygodniu spędzonym przy biurku. Zwłaszcza gdy kark i plecy coraz wyraźniej przypominają, że osiem godzin przed monitorem to dla organizmu naprawdę dużo.



Opublikuj komentarz